Czego nie powinieneś robić w czasie szukania zleceń?

Musisz wziąć pod uwagę te elementy, których nie powinieneś robić jako tłumacz. W przeciwnym razie szybko zniechęcisz do siebie klientów i naruszysz równowagę wszechświata.

1. Nigdy nie kupuj baz e-mailowych klientów i nie wysyłaj do nich masowej korespondencji.

Każdego tygodnia w moim spamie ląduje kilka takich wiadomości, które mnie frustrują. Firmy, które potrzebują tłumaczeń, zwykle reklamują się w internecie, ale na pewno nie odpowiedzą na Twoje ogłoszenie.

Kupując taką bazę tracisz pieniądze, bo znajdują się w niej zwykle stare adresy e-mailowe, z których nikt nie korzysta. Pomijam fakt, że takie działanie może być przyczyną nałożenia kary na Twoją firmę (spam).

2. Zgłaszanie się do biur tłumaczeń, które potrzebują kogoś do edycji bardzo słabych prac.

W niektórych firmach teksty tłumaczą studenci ledwie znający dany język lub ludzie używający Tłumacza Google. W ten sposób biuro pozornie oszczędza pieniądze, bo w rzeczywistości musisz tłumaczyć tekst od nowa za bardzo niską cenę. Cała odpowiedzialność za jego jakość spada na Ciebie. Uważaj na takie oferty.

3. Praca dla firm z takich europejskich krajów, jak Bułgaria, Rumunia czy Czarnogóra.

Nie mam nic przeciwko mieszkańcom tych pięknych okolic, ale często zdarza się, że ładna strona internetowa i zdjęcia stockowe uśmiechniętych tłumaczy nie wiążą się z profesjonalną współpracą. Wiele z tych firm to przedstawicielstwa biur zachodnich, przeniesione do innych krajów w celu obniżenia podatków.

Sytuacja niewesoło wygląda także na Ukrainie, gdzie pensje są znacznie niższe niż w Polsce, przy podobnych kosztach życia.

4. Praca dla firm z Indii lub Chin.

Pomyśl logicznie – cały świat zachodni produkuje w Azji, by obniżyć koszty. Teraz zastanów się, czy otrzymasz dobrą stawkę za produkt, jakim jest tłumaczenie? Co więcej, Azjaci potrafią doskonale podrobić stronę, by wyglądała jak witryna autentycznego biura tłumaczeń i za kilka miesięcy rozwiązać swoją działalność bez opłat. Niezależnie od tego, jak jesteś zdesperowany, nie pracuj dla nich.

5. Szukanie pracy na takich portalach, jak na przykład Tablica.pl czy „profesjonalne” strony dla tłumaczy.

Do każdego ogłoszenia na Tablicy (nie mogę się przyzwyczaić do OLX), zgłasza się nawet 100 osób za najniższe stawki. Jeśli będziesz kolejną płotką w tym stadzie i zaczniesz walczyć ceną – zginiesz. Możesz wygrywać tylko wtedy, gdy pokażesz, że jesteś profesjonalistą i oferujesz sensowne stawki – wielu klientów nacięło się na innych, tanich tłumaczy. Mam nadzieję, że nie znikniesz wśród tej setki e-maili i ktoś odezwie się właśnie do Ciebie.

6. Szukanie pracy na stronach agencji z pierwszej 100 Google.

Zastanów się, jak wielu ludzi zgłasza się każdego dnia do tych firm i jaki to ma wpływ na stawki? Duże biura tłumaczeń są odpowiednikiem supermarketów – jeśli będziesz pracował długo i wytrwale za najniższe wynagrodzenie, kiedyś awansujesz (jest na to mała szansa). Wielu znajomych tłumaczy współpracuje z takimi biurami przez wiele lat i zdają sobie sprawę, że ta praca ma taki sam sens, co współpraca z KFC lub McDonalds.

7. Podejmowanie pracy na dziwnych zasadach.

W branży tłumaczeń podstawowym sposobem rozliczania się jest stawka za stronę, czyli 1800 znaków. Na niektórych portalach nie można wybrać tej opcji i zamiast niej mamy stawkę za stronę A4.

Wyobraź sobie, że klient ma do przetłumaczenia 5 stron tekstu i prosi o wycenę. Uzgadniacie konkretną kwotę i akceptuje Twoje zgłoszenie (czyli może dać Ci negatywny komentarz). Następnie dostajesz plik, w którym tekst jest napisany czcionką 10 z interlinią 10 punktów i jest o wiele dłuższy, niż się tego spodziewałeś.

Niektóre firmy mają inną metodę – tekst musi być przetłumaczony w programie CAT stworzonym na ich zamówienie przez informatyka. Taki program zwykle zaniża ilość znaków, które przetłumaczyłeś, dlatego jesteś ograbiany z zarobku.

8. Współpraca z firmami, które nie mają pieniędzy.

Jeśli klient już w ogłoszeniu zaznacza, że nie ma pieniędzy, bo projekt jest nowy czy dopiero się rozwija lub liczy na niską cenę, którą zwiększy po jakimś czasie, trzymaj się od niego jak najdalej. Nigdy nie spotkałem się z dotrzymaniem tej obietnicy.

Gdy Twój klient ociąga się z płatnością za pierwsze tłumaczenia i zamawia następne, ogranicz współpracę do czasu, gdy ureguluje zaległości. Takie działanie zawsze źle świadczy o firmie i wskazuje, że marnujesz czas, który mógłbyś poświęcić na coś innego.

Najgorszym rozwiązaniem jest niska stawka w zamian za dużą ilość tłumaczeń. W takiej sytuacji nie tylko nie zarabiasz satysfakcjonujących pieniędzy, ale także nie masz szansy na rozwój. Jeśli masz za co kupić chleb, szukaj takich zleceń, które dają odpowiednie zarobki i satysfakcję, nawet kosztem chwilowej utraty dochodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *