Czy profesjonalny tłumacz powinien korzystać w pracy z wyszukiwarki Google?

Google może się pochwalić zasięgiem prawie 95% internautów – jest więc obecnie absolutnym potentatem w branży wyszukiwarek. Indeksuje ponad bilion stron internetowych, a z dnia na dzień przybywają kolejne ich dziesiątki i setki. Żaden tłumacz nie przejdzie oczywiście obojętnie wobec tak potężniej bazy informacji. Już tylko powyższe dane są odpowiedzią na pytanie, czy wyszukiwarka Google jest dobrym narzędziem pracy tłumacza. Można powiedzieć nawet więcej:korzystanie z niej stało się w zasadzie koniecznością.h2>Google trzeba dobrze poznać i nauczyć się efektywnie używać

Sama nazwa wyszukiwarki jest grą słów, symbolizującą od początku zamiar indeksowania jak największej liczby stron internetowych. „Google” pochodzi bowiem od terminu „googol”, oznaczającego 10100 , a więc jedynkę z setką zer.

Większość tłumaczy ma własne metody pracy z wyszukiwarką Google. Warto się z nimi zapoznać, bo możliwe, że dzięki temu wypracujemy sobie najlepszy dla nas sposób jej używania.

Przykładowo:

  • Jeżeli interesuje nas częstotliwość wykorzystywania danego wyrazu w praktyce, możemy wpisać go w Google w cudzysłowie, a następnie porównać, które z tych słów zwracają większą liczbę wyników. Tym prostym sposobem otrzymamy realny obraz jego praktycznego wykorzystania.
  • Jeśli liczba wyświetlonych wyników wynosi zaledwie kilkaset, możemy mieć wątpliwości do co powszechności użycia danego określenia. Trzeba bowiem brać pod uwagę fakt, że większość z tych stron może być prowadzona przez osoby, które nie posługują się biegle językiem, w którym witryna jest prowadzona. O wiele więcej zaufania do częstego wykorzystanego wyrazu możemy mieć wtedy, gdy liczba odnośników będzie oscylowała w okolicach kilku tysięcy.

Jednak i do tego typu metod należy podchodzić z rezerwą

Dlaczego? Spróbujmy odwrócić nieco tą metodę i wpisać w wyszukiwarkę polski wyraz, ale zawierający błąd ortograficzny. Co się okazuje? Tutaj także dostaniemy mnóstwo wyników, mimo że wiemy doskonale, iż pisanie tego słowa w takiej postaci jest po prostu błędne. Wiele osób jednak w swoich tekstach używa tych niepoprawnych form, czy to z powodu braków w edukacji gramatycznej, czy kopiując od innych fragmenty wypowiedzi bez ich korekty.

Zjawisko to widać dobrze na przykładzie:

  • „wogule” – zwraca 20.700.000 wyników na dzień 28.02.2015
  • „rzeby” – zwraca 91.500.000 wyników na dzień 28.02.2015

Na podstawie tych dwóch błędów bardzo wyraźnie widać niestabilność pewnych amatorskich, choć często przydatnych metod pracy z wyszukiwarką. Problem polega bowiem na tym, że Google jedynie indeksuje strony pod konkretnymi hasłami, nie sprawdza ich natomiast w żaden sposób pod kątem choćby ortograficznym, gramatycznym i stylistycznym. Ponieważ zaś znajomość poprawnej polszczyzny – czy innego języka – nie jest zbyt szeroka, łatwo trafić właśnie na tego typu wyniki: popularne, choć całkowicie błędne.

Jak więc ominąć tego rodzaju ograniczenia?

Zdecydowanie lepiej wyszukiwarka Google sprawdza się w sprawdzaniu kolokacji czy związków frazeologicznych. Ryzyko wystąpienia błędów nadal tutaj istnieje, prawdopodobieństwo jest już jednak znacznie mniejsze.

Możemy przeanalizować to na przykładzie kolokacji „odczuwać tęsknotę”. Anglik uczący się języka polskiego zwraca uwagę na to, aby mówić „odczuwać tęsknotę”, a nie „mieć tęsknotę”, jak brzmi ten zwrot dosłownie w jego języku.

Sprawdźmy, jak wygląda sytuacja w wyszukiwarce:

„odczuwać tęsknotę” – 6.980 wyników na dzień 28.02.2015

„mieć tęsknotę” – 220 wyników na dzień 28.02.2015

Tutaj już różnica między formą poprawną i błędną jest bardzo wyraźnie widoczna i szukając odpowiedniej, raczej nikt nie będzie miał wątpliwości, którą wybrać.

Wyszukiwarka Google: pomocna, ale przy rozsądnym używaniu

Z przytoczonych przykładów wynika, że wyszukiwarka Google może być bardzo pomocnym narzędziem pracy, pod warunkiem jednak, że podejdziemy do niej z zachowaniem zasady ograniczonego zaufania.

Nie zawsze jak widać jest tak, że tysiące wyników wyszukiwania świadczą o poprawności i powszechności wykorzystania danego zwrotu lub słowa w mowie potocznej. Najpewniejszą metodą jest zestawianie i porównywanie wyników (jak w przypadku kolokacji „odczuwać tęsknotę”).

Trzeba również pamiętać, że np. Polacy częściej stosują formę „tęsknię”, niż całą frazę „odczuwam tęsknotę” – ważne jednak, że nie używają praktycznie w ogóle formy „mieć tęsknotę”. Widać to świetnie właśnie w wynikach Google – to ostatnie określenie ma bardzo niski współczynnik wyszukiwania.

Do zasobów Internetu należy więc po prostu podchodzić z taką samą rezerwą, jak do innych ułatwień technicznych stosowanych w pracy zawodowej. Nie świadczy to ich nieprzydatności – po prostu są to jedynie narzędzia i od użytkownika zależy, czy potrafi z nich efektywnie korzystać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *