Niemiecki savoir-vivre, czyli co wiemy o naszych zachodnich sąsiadach?

Punktualni, solidni i precyzyjni – tym cechują się nasi zachodni sąsiedzi. Nasi politycy zamiast dążyć do drugiej Japonii czy Irlandii, powinni brać przykład z Niemiec – kraju zaradnego, wysoko rozwiniętego w każdej dziedzinie, w gospodarce łącznie. Robić interesy z Niemcem to gwarancja dobrej współpracy i jasnych zasad gry. Tym bardziej powinniśmy znać tamtejszy savoir-vivre w biznesie.
Od kiedy Niemcy zdecydowali się na otworzenie swoich granic, kraj ten przeżył prawdziwe oblężenie cudzoziemców, w tym również Polaków. Nastąpiło wymieszanie wielu kultur i zasad, które wyparły dawny ład. Jeżeli jednak chodzi o biznes i jego etykietę, savoir-vivre – przetrzymał czas kulturowego rozmycia. Nic w tym dziwnego, niemiecka gospodarka czy też sposób prowadzenia spotkań biznesowych nie może ulec zmianie. To właśnie dzięki tym stałym zasadom Niemcy cały czas pną się w górę. Dlatego też uchodzą oni za idealnych partnerów w rozmowach dotyczących inwestycji, czy współpracy biznesowej. Aby odnieść sukces (czyt. dogadać się z Niemcem) powinniśmy znać kilka kluczowych zasad, których nieprzestrzeganie może nas nawet wykluczyć z  pierwszego spotkania.
Nie nosisz zegarka? To klapa!
Zasady biznesmenów zza Odry są jasne. Przede wszystkim musisz przyjść na spotkanie punktualnie o czasie. Niemcy cenią sobie porządek i zorganizowanie. Dlatego spóźnienie na spotkanie może zakończyć się dla nas nieprzyjemnie. Co tu dużo ukrywać – rozmowy biznesowe zostaną zerwane. Punktualność działa też w drugą stronę. Otóż nasi zagraniczni partnerzy nie patrzą zbyt przychylnym okiem na te osoby, które postanowiły przyjść na spotkanie wcześniej niż to ustalono.
Skoro już jesteśmy przy tym temacie: istnieją zasady umawiania się na rozmowę. W biznesie najlepiej robić to około dwa tygodnie wcześniej, tak by niemiecki kontrahent miał czas nabyć wiedzę dotyczącą swojego partnera. Czas od ustalenia daty rozmowy do jej rozpoczęcia pozwala obu stronom na solidne przygotowanie merytoryczne.
„Guten Tag”
To, że należałoby znać język niemiecki nikogo nie trzeba przekonywać. Dlatego też pozostawiamy tą kwestię jako rzecz oczywistą. Wyobraźmy sobie, że udało nam się w końcu spotkać z niemieckim partnerem. Jak wygląda powitanie w etykiecie biznesowej? Najlepiej jakby obie strony przedstawiła osoba trzecia. Rękę podajemy każdemu znajdującemu się w pomieszczeniu, a także tym, którzy dołączą jeszcze do grupy albo opuszczą spotkanie w czasie prowadzonych rozmów. W relacjach damsko-męskich jako pierwsza rękę podaje kobieta. I tu ważna rzecz: nie całujemy ręki kobiety (jak to bywa u nas w Polsce), chyba, że bardzo dobrze ją znamy!
Faux pas popełnimy też w przypadku, kiedy zdecydujemy się wprowadzić w rozmowie biznesowej małą dygresję, czy też żart. Zachodni sąsiedzi uchodzą za skrupulatnych i dokładnych biznesmenów i chłodno oceniają każdy zaczątek interesu. Odwrócenie uwagi żartem bądź też dygresją od meritum sprawy jest wg ich zasad niedozwolone.
Jeszcze jedna ważna sprawa: nie „wciskajmy” swojej wizytówki Niemcowi na siłę. To dla nich po prostu kolejne dane kontaktowe. Oto, co należy zrobić:

  • wizytówkę wkładamy do materiałów będących naszą ofertą. Jeżeli na spotkaniu nie doszło do wymiany ofert/materiałów, zostawiamy ją już wychodząc ze spotkania.

Ach te tytuły!
 Mieszkańcy Niemiec zwracają szczególną uwagę na to, jak się ich tytułuje. W Polsce wygląda to nieco inaczej. Mówimy np. „proszę pana”, „panie Janie”, „pani Agnieszko”. Na „ty” przechodzimy po dłuższej znajomości, kiedy dwie osoby zaczyna wiązać zaufanie oraz mocna nić porozumienia. U naszych sąsiadów tego typu sprawy prezentują się następująco:

  • zwracają się – pan „Herr”; pani „Frau”; panna „Fräulein”;
  • zwracając się do kogoś, używają tytułów naukowych i zawodowych np. „Herr Doktor”;
  • nie zwracają się do kogoś po imieniu typu „panie Janie”. Musimy o tym pamiętać, by kogoś przypadkiem nie obrazić;
  • zwracając się używają zamiast tego nazwiska np. „Herr Kowalski”;
  • bardzo szybko przechodzą na „ty”. Nie żeby Niemcy byli jacyś butni, czy nie okazywali szacunku, ale przejście na drugą osobę liczby pojedynczej jest czysto pragmatycznym rozwiązaniem;
  • w relacji mężczyzna-kobieta, to właśnie przedstawiciel pierwszej płci powinien zaproponować przejście na „ty”.

Czego nie wolno mówić/robić?
Na koniec zostawiliśmy kilka przykładów, których powinniśmy unikać jak ognia. Z reguły powinny być one nam dobrze znane, ale warto przypomnieć je jeszcze raz:

  • kiedy dzwonimy do Niemca nie mówimy „halo” – to byłoby z naszej strony nieuprzejme. Zamiast tego zwracamy się „Ja”;
  • nie kupujmy drogich upominków dla naszych zaufanych partnerów biznesowych. Niemcowi czy Niemce wystarczy, kiedy pamiętamy o ich urodzinach, a sam prezent jest oryginalny;
  • nie zmuszajmy współimprezowiczów do picia alkoholu. Nasi zachodni sąsiedzi mają zasadę, że piją ile chcą, bez presji kolegów. U nas wygląda to zupełnie inaczej. Tak czy inaczej uszanujmy wolę naszego niemieckiego partnera;
  • zero rasizmu. Niemcy są bezwzględni w przestrzeganiu tej zasady, a wszelkie formy rasizmu, niechęci do osób na tle etnicznym lub religijnym są surowo karane. Niektóre niemieckie koncerny wręcz zwalniają takich jegomości z pracy.

Powszechnie uważa się, że Niemcy to kraj sztywniaków i ludzi pozbawionych humoru. Nic bardziej mylnego. Lubią się oni bawić, mają swoje specyficzne poczucie humoru i wręcz uwielbiają biesiadować (czyt. Oktoberfest). W tym akurat mamy z naszymi sąsiadami wiele wspólnego. Z kolei niemiecki savoir-vivre nie wydaje się być jakiś szczególnie skomplikowany. Zasady są proste  i jasne dla wszystkich ludzi związanych z biznesem. Tak więc umawiamy się z nimi dwa tygodnie wcześniej, pakujemy teczkę i „Guten Tag Herr Schmidt”.

5 comments

  1. AlicjaK4

    Niemcy? Naród niesamowicie grzeczny, elegancki, ułożony, profesjonalny. Z Niemcami podobno interesy robi się naprawdę dobrze, ja osobiście nie słyszałam żądnych skarg w tym kierunku. Do biznesu podchodzą rzeczowo i porządnie.

  2. Brita32

    Nie ma całowania w rękę? A szkoda, bo był to bardzo elegancki dżentelmeński zwyczaj. Szkoda, że to już odchodzi. Tak samo dziwny jest zakaz mówienia „halo” przy odbieraniu telefonu. To słowo po prostu wzbudza złe skojarzenia czy tak po prostu nie wypada?

  3. Milijka1234

    Szczerze, to niemiecki humor bawi mnie tak samo jak angielski – czyli w ogóle. Oprócz tego nie rozumiem tej mani dubbingowania każdego filmu i każdego serialu. Ale oprócz tego Niemcy są całkiem sympatyczni jako naród i bardzo eleganccy.

  4. AndrzejS

    Całowanie w rękę odchodzi poprze różne feministyczne zachodnie fanaberie. Ten gest oznaczał szacunek wobec kobiety i tak jak piszesz był to po prostu dżentelmeński zwyczaj.

  5. dorota wel.

    Haha dobre określenie 🙂 no niestety, każdy naród ma inne poczucie humoru i akurat w tym przypadku Niemcy z tego nie słyną. A z tym dubbingiem też racja. Dla mnie bywa wręcz irytujący.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *