Z rozważań tłumacza: kondycja polskiej służby zdrowia w porównaniu z fińskim systemem opieki zdrowotnej.

Trawa u sąsiada jest zawsze bardziej zielona” – mawiamy często , chcąc w ten sposób podkreślić, że tak naprawdę zazdrość leży poniekąd w naturze ludzkiej. Chęć porównywania się z innymi przeważnie przynosi smutne konstatacje dla nas samych, stąd powinniśmy oduczyć się tego zachowania. Niemniej jednak nie powinniśmy bać się porównań w przypadku konkretnych przejawów życia społecznego państw stawianych za wzór. Wręcz przeciwnie – należy przyglądać się bardzo uważnie sposobom na dokonywanie wszelkich ulepszeń i innowacji, czerpać jak najwięcej inspiracji i wyznaczać ścieżkę, jaką powinniśmy podążać, aby osiągnąć upragniony cel. Dlaczego nie inspirować się historią rozwoju fińskiej służby zdrowia – powszechnie uznawanej za jeden z najlepszych systemów w Europie?

Potrzebujesz dotrzeć do profesjonalnego tłumacza? Zależy ci na specjaliście, który posiada bogate portfolio, dużą wiedzę i umiejętności adekwatne do twojej branży? W takiej sytuacji zawsze warto rozważyć konsultację z ekspertami z renomowanego biura tłumaczeń, np. Biura SuperTłumacz. Obierając taką drogę od początku mamy pewność gwarancji jakości.

Historia Finlandii

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że historia Finlandii wcale nie była usłana różami. Podobnie jak Polska, kraj ten przez długi czas znajdował się pod obcymi rządami, a mianowicie – szwedzkim i rosyjskim. Finowie borykają się więc z podobnym obciążeniem mentalno-kulturowym, co Polska względem Rosji i Niemiec. Pełną niepodległość Finlandia uzyskała dopiero w 1919 r. – w bardzo podobnym czasie, co Polska. Mimo to w ciągu niespełna 100 lat Finom udało się doprowadzić kraj do stanu, w którym znajduje się współcześnie – w wielu aspektach stawianego za wzór i budzącego zazdrość innych państw. System edukacji tego skandynawskiego kraju nie ma sobie równych. Również fiński system ochrony zdrowia lokuje się wysoko w rankingach ogólnoświatowych. Nakłady z budżetu państwa na tę sferę życia są wysokie i pozwalają na zapewnienie Finom dostępu do dobrej jakości usług medycznych. Wydatki te wyniosły w 2012 r. 17,5 mld euro! Fiński system ochrony zdrowia wydaje się być dużo bardziej przyjazny tamtejszym obywatelom. Każdy jest objęty ubezpieczeniem zdrowotnym, w związku z czym nie dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji jak w Polsce, gdzie osoba niezatrudniona nie ma prawa do państwowej opieki zdrowotnej, o ile nie zarejestruje się w stosownym urzędzie.

Kultura dbania o zdrowie

Warto podkreślić, że fiński system jest przyjazny zarówno pacjentom, jak i lekarzom oraz innym pracownikom służby medycznej, a ludzie leczą się tu z przyjemnością. Panuje kultura dbania o swoje zdrowie i ogólną kondycję fizyczną, dzięki czemu kontakt z lekarzem nie jest przykrą (dla obu stron) koniecznością, a normalnym, naturalnym dla każdego zachowaniem. Finlandia oferuje pacjentom usługi na wysokim poziomie, a czas oczekiwania na wizytę lekarską nie jest długi. Wszystko dzięki wysokim nakładom finansowym, które państwo przeznacza na służbę zdrowia (jest to ok. 9% PKB tego zamożnego kraju), a także wysokiemu poziomowi wykwalifikowania personelu i edukacji społeczeństwa. W wielu przypadkach pacjenci uzyskują pomoc od pielęgniarek i rozwiązują swój problem bez konieczności zapisu na wizytę do lekarza. Warto wspomnieć również o systemie finansowania wizyt, który przebiega dwutorowo, tzn. część opłaty uiszcza pacjent (zazwyczaj 11 euro), pozostała kwota jest opłacana z pieniędzy państwowych. W rozsądny sposób zadowala się więc zarówno lekarzy, jak i pacjentów.

Polska służba zdrowia

Polska służba zdrowia to temat-rzeka, niestety – rzeka niezbyt przyjazna osobom przeprawiającym się przez nią. Pomimo wysokich dofinansowań, które w ciągu ostatnich kilkunastu lat państwo polskie otrzymuje z Funduszów Europejskich, nasza służba zdrowia nadal kuleje. Kolejki do lekarzy są długie, na wizytę u specjalisty czeka się kilka miesięcy, co jest sytuacją niewyobrażalną w większości krajów Unii Europejskiej. Również wyposażenie szpitali pozostawia wiele do życzenia. Choć sytuacja powoli ulega poprawie, nie jest to zadowalające dla polskich obywateli tempo zmian. Rząd przeznacza na służbę zdrowia niemal dwa razy mniejszy p r o c e n t PKB niż ma to miejsce w Finlandii. Trudno zrozumieć zasady planowania budżetu w naszym kraju – w sytuacji, kiedy nie tylko w prasie krajowej, ale również zagranicznej opisuje się problemy Polski w tej kwestii, rząd w swoich planach nie uwzględnia zwiększonych nakładów na ten aspekt życia. Wydaje się tymczasem, że powinna to być kwestia priorytetowa w polityce państwa. Tak nie jest – strajki lekarzy są już tak powszechne, że na nikim nie robią wrażenia i odbijają się bez echa. Tymczasem pracownicy służby zdrowia naprawdę mają powody do niezadowolenia – początkujący lekarz zarabia mniej niż 2000 zł netto, ratownik medyczny pracujący w karetce – ok. 1500 zł. Nie są to wypłaty zachęcające do obrania tego zawodu, dlatego wielu absolwentów medycyny emigruje bądź zmienia profesję. W efekcie jesteśmy na szarym końcu Unii Europejskiej pod względem liczby pacjentów przypadających na jednego lekarza.

Mało lekarzy = długie kolejki

Jak podaje Eurostat, na 100 tysięcy mieszkańców przypada w naszym kraju 233 lekarzy. Tak niekorzystne proporcje nie występują w żadnym innym europejskim kraju. Efektem takiego stanu rzeczy są m.in. długie kolejki, przyczyniające się do niezadowolenia pacjentów, oraz zmęczenie aktywnych zawodowo lekarzy, którzy obarczani są zbyt dużą ilością obowiązków. Choć pracę lekarza obiera się zazwyczaj z powołania, osoby zatrudnione w polskiej służbie zdrowia nie są zadowolone także z warunków finansowych, które są im narzucane przez politykę państwa. Przez fakt tak niskiego finansowania szerzy się korupcja, która w każdych warunkach jest niepożądanym zjawiskiem. Być może nie powinniśmy być zasakoczeni, że standard obsługi pacjenta w naszym kraju odstaje od standardów obecnych w krajach skandynawskich czy zachodnioeuropejskich. Jednak niepokoić może już fakt, że nawet w porównaniu z państwami z naszego regionu – Czechami, Węgrami, Słowacją – nasze wyniki w tej dziedzinie są najsłabszymi. Stanu rzeczy nie jest w stanie poprawić fakt, że znajdujemy się w czołówce europejskiej pod względem liczby dostępnych miejsc w szpitalach. W końcu któremu pacjentowi zależy na dostaniu się do placówki medycznej, w której i tak nie będzie obsłużony tak, jak by tego chciał, ze względu na brak personelu?

Starzejące się społeczeństwa

Przeciętna długość życia w Finlandii wynosi (odpowiednio dla mężczyzn i dla kobiet) 78 i 84 lata, przy 78 i 83 latach dla Polski. Pomimo zbliżonych wartości w tym zakresie, wnioski dla systemu ochrony zdrowia w obu państwach są zgoła inne. W Polsce logiczną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest większe zapotrzebowanie na usługi medyczne i okołomedyczne wśród osób starszych. W pewnej mierze jest to z pewnością pokłosie zaniedbania stanu zdrowia przeciętnego seniora w latach wcześniejszych. W Finlandii, społeczeństwie również starzejącym się, kontakt z lekarzem jest rutyną od wczesnych lat życia. Mentalność Finów jest ukształtowana w ten sposób, że są oni nastawieni na ciągłe dbanie o siebie, nie bagatelizują żadnych oznak chorobowych i są świadomi tego, jak ważna jest troska o zdrowie. Do tego dochodzi wysoki standard życia, na który mogą sobie pozwolić Finowie – według danych Eurostatu Finlandia znajduje się w pierwszej dziesiątce najbogatszych krajów europejskich. Finowie chętnie i masowo uprawiają sporty – czy to zwykła jazda na rowerze, bieganie czy pływanie. W Polsce świadomość zbawiennego wpływu sportu na naszą kondycję zdrowotną, choć rośnie, wciąż nie jest tak wysokie – zwłaszcza wśród osób starszych. W Finlandii, w większym stopniu niż w Polsce, dostrzegalne jest zapotrzebowanie na tzw. opiekunki osób starszych – swoją drogą taki stan rzeczy wydaje się wynikać bardziej z dochodu na osobę niż z danych demograficznych. Wzrost popytu na usługi opiekuńcze tego typu odnotowuje m.in. EURES – Europejskie Służby Zatrudnienia. Istnieje również spore zapotrzebowanie, tak samo jak w Polsce, na lekarzy. W Finlandii działa około 20 tysięcy lekarzy, podczas gdy liczba ludności sięga blisko 5,5 milionów. Jest to dobra wiadomość dla polskich studentów i absolwentów medycyny. Warunkiem pracy w Finlandii, nawet prowadzenia indywidualnej działalności lekarskiej, pozostaje jednak póki co znajomość języka fińskiego, który do łatwych nie należy.

Kraj smutnych ludzi?

Dużo mówi się na temat skłonności Skandynawów – w tym Finów – do depresji. Jednak po przyjrzeniu się konkretnym danym taki sąd wydaje się bardziej opinią niż faktem. Według danych Eurostatu odsetek osób chorujących na depresję w Finlandii wynosi 4.9%. Co zaskakujące i ciekawe, najwyższym odsetkiem chorych mogą się tu “pochwalić” Węgry i… Portugalia. W tym przepięknym kraju aż 10.5% populacji przyznaje się do zaburzeń depresyjnych. Według tych samych danych w sąsiadującej z Finlandią Szwecji na depresję cierpi 9%, natomiast w Polsce – 5.2% (a więc nadal więcej osób niż w Finlandii). Ogólny wskaźnik dla Unii Europejskiej wyniósł w tym zestawieniu 6.2%. Powyżej tego progu znalazły się Hiszpania – w obiegowej opinii uważana za kraj słońca i radości – a także zamożne Niemcy i Luksemburg. Wygląda więc na to, że opowieści o tym, że Finowie są smutni można włożyć między bajki. Warto zapamiętać te informacje i nie powielać krzywdzącej dla nich opinii.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *