Tautonimy – „fałszywi przyjaciele” tłumacza

Zwłaszcza początkujący tłumacze powinni bardzo uważać na wyrazy, które w różnych językach co prawda brzmią podobnie, mają jednak zupełnie inne znaczenie. Niebezpieczeństwo kryje się w tym, że nawet mając doświadczenie, czasami „idziemy na skróty” i z góry zakładamy, że ich znaczenie również jest podobne. Tymczasem niemiecki „hoch” (wysoki), dla Czecha raczej będzie niski, gdyż w tym języku oznacza po prostu „chłopiec”. Dlatego właśnie mówi się, że tautonimy to „fałszywi przyjaciele” tłumacza, mogą bowiem przysporzyć mu sporo problemów.

Najłatwiej potknąć się na słowie, które nie budzi podejrzeń

Analizy naukowe wykazują, że najwięcej błędów w przekładach dotyczy właśnie najprostszych wyrazów, niewiele zaś tych trudnych, skomplikowanych. Dlaczego tak jest? Ponieważ każdy rzadki czy wyszukany wyraz automatycznie odbierany jest jako potencjalny problem. Zapala się „czerwona lampka” i zaczynamy bardziej uważać na to, w jaki sposób tłumaczymy.

Tautonimy natomiast „udają” słowa doskonale znane i proste, przez co podświadomość nie rejestruje ich w ogóle w kontekście możliwości popełnienia błędu. W ten sposób skojarzenia stają się przekleństwem dla tłumacza.

Co można zrobić, żeby unikać tautonimów?

Nie jest to łatwe i wymaga sporej praktyki, można jednak wyrobić sobie dwa istotne nawyki:

  • Zawsze tłumaczyć świadomie – od początku do końca znać tekst i jego źródła. Nie warto polegać na pracy wcześniejszego tłumacza, zwłaszcza jeśli nie znamy jego umiejętności, kompetencji, metod działania.
  • Zachować czujność – w każdym języku istnieją wyrazy, które używane są bardzo powszechnie i w konkretnym, najbardziej popularnym znaczeniu. Właśnie ono potrafi nam się utrwalać w świadomości jako jedyne dla tego słowa. Zdarza się jednak, że jakość tłumaczonego tekstu wymaga użycia ich mało popularnego znaczenia, i tutaj właśnie trzeba zachować czujność.

Najgorszym wrogiem dobrego przekładu jest automatyzm pracy. Nie wolno sobie na niego nigdy pozwalać, ponieważ właśnie odruchowe używanie najczęstszych znaczeń niektórych słów może sprawić, że w tłumaczeniu stracimy początkowy sens tekstu.

Skąd w ogóle wzięły się tautominy?

Ich początków należy prawdopodobnie szukać w istnieniu internacjonalizmów, czyli wyrazów, które mają takie samo znaczenie w wielu językach: atom, telewizja, telefon. Występowanie takich słów, często będące efektem upowszechniania się techniki i postępu cywilizacyjnego, a wraz z nim określeń na nowe pojęcia, usypia czujność tłumacza. Podświadomie zaczynamy postrzegać znaczenia każdego wyrazu poprzez pryzmat naszego rodzimego języka.

Jest to proste następstwo pewnych językowych reakcji bezwarunkowych. Dlatego kiedy przykładowo widzimy angielskie „closet”, może pojawiać nam się w głowie popularne polskie określenie toalety. Trzeba bardzo na takie skojarzenia uważać, bo możemy być później mocno zaskoczeni efektami swojego tłumaczenia, zarówno amatorskiego, jak i zawodowego.

Armand Jean Richelieu zwykł mawiać: „Boże, strzeż mnie od moich przyjaciół, z wrogami sobie poradzę sam”. Można te słowa łatwo przełożyć na praktykę tłumaczeń – i obawiać się na pozór przyjaznych, czyli znanych wyrazów, które „podstępnie” utrwalają nam się w podświadomości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *