Czy kryzys gospodarczy ma wpływ na branżę tłumaczeniową?

Czy kryzys gospodarczy ma wpływ na branżę tłumaczeniową?

O wszechobecnym kryzysie gospodarczym słyszymy w mediach prawie cały czas. Czy dotknął on też naszej branży? Tłumaczenia są w końcu istotnym elementem gospodarki międzynarodowej. Stanowią ważne ogniwo w komunikacji między przedsiębiorcami, bez którego wiele transakcji nie doszłoby nigdy do skutku. Można w tym momencie powiedzieć, że rozwój tej konkretnej branży pozytywnie wpływa na kondycję światowego biznesu. Tłumacze jednak też mają swoje problemy, choć wynikające nie bezpośrednio z kryzysu, a bardziej związane z ekspansją usług translacyjnych.

Kryzys odbija się na branży, ale ze specyficznych powodów

Istnieją trzy przesłanki, które uzasadniają pośrednio tezę, że kryzys dotyczy także tłumaczy. Na rynku obserwujemy kilka tendencji, mających realny i istotny wpływ na kondycję branży:

Globalizacja

Z jednej strony, jest procesem hamującym popyt na tłumaczenia, ponieważ kładzie się obecnie duży nacisk na naukę języków obcych. Dotyczy to zwłaszcza tych najbardziej popularnych: angielskiego, niemieckiego, włoskiego, francuskiego. To właśnie te kraje, między którymi najczęściej występują relacje biznesowe, gdzie otwierane są przedstawicielstwa, firmy partnerskie – i możliwość łatwego, bez korzystania z usług tłumacza, prowadzenia rozmów między poszczególnymi oddziałami, jest naprawdę istotna.

Z drugiej jednak strony, ta sama globalizacja wzmaga liczne kontakty gospodarcze, więc poszukiwani są tłumacze specjalistyczni, zarówno z języków popularnych, jak i „egzotycznych”. O ile korporacje najczęściej wymagają wręcz od pracowników dobrej znajomości angielskiego, francuskiego czy niemieckiego, o tyle kontakty z Chinami, Japonią czy innymi bardziej nam kulturowo odległymi krajami, nadal opierają się przede wszystkim na usługach tłumaczeniowych. I ta tendencja raczej będzie się rozwijać, niż zanikać.

Powiększa się tym samym liczba tłumaczy, co z kolei podnosi konkurencyjność rynku. Jest to na pewno z korzyścią dla klienta, niekoniecznie jednak dla zleceniobiorcy, który w wyniku tego procesu po prostu otrzymuje mniej zleceń.

Rozwój specjalistycznego oprogramowania do tłumaczeń

Pojawienie się na rynku licznych programów translacyjnych oraz wspomagających pracę nad tłumaczeniem, zrewolucjonizowało zarówno branżę, jak i samo myślenie o procesie przekładu. Rzecz jasna nawet najlepszy program nie jest w stanie przetłumaczyć popularnego tekstu czy tym bardziej specjalistycznego dokumentu tak, aby jakość była porównywalna z przekładem tradycyjnym. Mimo to, wielu klientów decyduje się na tłumaczenia komputerowe, przez co popyt na usługi tłumaczy maleje.

Co więcej, korzystanie z takiego oprogramowania przez samych tłumaczy, wpływa czasami negatywnie na ich własne zarobki. Jeżeli bowiem wspomagają się stworzoną wcześniej pamięcią tłumaczeniową, to przyjęło się w branży, że takie tłumaczenie powinno być rozliczone proporcjonalnie do liczby występujących w nim powtórzeń. W związku z tym zdarza się tak, że wynagrodzenie za tekst liczący 20 stron wyniesie tyle, ile normalnie należałoby zapłacić za zaledwie 5 stron.

Choć pewne tendencje techniczne są już w tej chwili dobrze widoczne, nie wiadomo tak naprawdę, w jakim kierunku pójdzie rozwój nowoczesnych, automatycznych translatorów. Nigdy co prawda nie będą one w stanie całkowicie wyeliminować tłumaczy, jednak mogą mocno uszczuplić zapotrzebowanie na ich usługi.

Wzrost liczby freelancerów

Działalność tłumaczeniowa może mieć wiele form. Jedną z nich jest freelancing, który coraz częściej wybierany jest zarówno przez samych tłumaczy, jak i przez klientów. Przeważnie z powodu wygodniejszego, zdalnego kontaktu i niższych stawek.

Tendencję tą można rozpatrywać w dwóch różnych aspektach. Z jednej strony, działalność freelancerów wzmaga konkurencję na rynku, co nie tylko jest korzystne dla klientów, ale podnosi również motywację tłumaczy do jak najlepszego wykonywania powierzonych zleceń. Z drugiej jednak strony, im bardziej rośnie popyt na usługi freelancerów, tym bardziej tracą na tym biura tłumaczeń, otrzymując, mimo zwykle obiektywnie wyższego poziomu przekładów, mniej zleceń. Z prostszymi tekstami po prostu większość klientów nie szuka już biura, tylko wysyła je mailem i czeka na odesłanie gotowego przekładu.

W jakim kierunku zmierza branża tłumaczeniowa?

Przewidywanie przyszłości w każdej dziedzinie jest trudne, ponieważ obecnie świat zmienia się bardzo szybko. Gdyby jednak pokusić się o rozważenie obecnych i przyszłych tendencji w branży tłumaczeń oraz stworzenie na tej podstawie jej obrazu za lat kilkadziesiąt, może on wyglądać mniej więcej tak:

  • Przede wszystkim coraz mniej doceniana na rynku będzie znajomość języków popularnych (angielski, niemiecki, francuski, włoski). Nie znaczy to jednak, że profesjonalni ich tłumacze będą mieli mniej pracy. Utrzymanie się na rynku języków popularnych gwarantować będzie jednak jedynie specjalizacja działań. Im wyższa, tym zapotrzebowanie na tego typu usługi stanie się większe.
  • Przyszłościowym kierunkiem rozwoju branży staną się języki egzotyczne, czyli te najmniej popularne: azjatyckie, skandynawskie, afrykańskie. Globalizacja generuje na nie coraz większy popyt w ramach rozwijających się kontaktów gospodarczych. Te zaś będą z upływem lat raczej się zacieśniać, wraz ze wzrostem możliwości współpracy między nawet bardzo od siebie odległymi rejonami świata.

Wymienione wyżej tendencje rynkowe widoczne są już teraz, choć na razie nie mają jeszcze jakiegoś wielkiego wpływu na branżę tłumaczeń. Jeżeli jednak planujemy swoją karierę jeszcze na długie lata, trzeba pilnie obserwować te trendy i wyłapywać zmieniające się zapotrzebowanie na usługi tłumaczeniowe. Inaczej za kilka lat może się okazać, że to, co stanowi źródło naszego utrzymania, robią już darmowe programy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *